sobota, 17 maja 2014

Tea time

   - Sherlock, znowu nie ma mleka. - John z irytacją zamknął lodówkę i odwrócił się do zamyślonego współlokatora. Kolekcję ludzkich języków, które przed chwilą ukazały się jego oczom, pozostawił bez komentarza. To tylko jeden z kolejnych eksperymentów jego współlokatora. 
   Sherlock z zamyśleniem przesunął palcami po smyczku od skrzypiec, który trzymał w dłoni. 
   - Sherlock, mówię do ciebie! - John wrzasnął mu nad uchem nie doczekawszy się jakiejkolwiek reakcji.
   Detektyw spojrzał na niego zaskoczony. 
   - Myślałem, że wychodzisz. Nie byłeś przypadkiem umówiony z Mary? 
  - Wyszedłem cztery godziny temu. Właśnie wróciłem i nawet nie mogę sobie kawy zrobić, bo nie kupiłeś mleka. – w głosie wojskowego słychać było irytację.
   - Mleko jest w lodówce – powiedział Sherlock, który powoli odpływał myślami.
    John przewrócił oczami. 
   - Skwaśniałe! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? 
   Brak reakcji. 
   - Okej. Super. Może pani Hudson będzie miała mleko. 

                                                                                     *** 

    - Eee, pani Hudson? - John poniewczasie uświadomił sobie, że godzina dziesiąta wieczorem to raczej dosyć późna pora do odwiedzin. 
   - John? Myślałam, że nie wrócisz do rana. - dobrodusznie uśmiechnięta kobieca twarz wychynęła z kuchni. - Potrzebujesz czegoś, mój drogi? 
    - Tak, ma pani może trochę mleka do kawy? Sherlock znowu... 
    - ... nie kupił mleka. - dokończyła za niego kobieta.  - Wejdź, akurat woda dochodzi. 
    John wszedł do przytulnej kuchni, po której roznosił się wspaniały aromat ciasteczek. 
  - Jak tam remont? Pewnie nie możecie z Mary się doczekać, aż z powrotem będziecie mogli razem mieszkać, prawda? 
   - Remont idzie zgodnie z planem. Mary jest trochę zmęczona, bo Jessica u której mieszka, za bardzo lubi imprezy... Jest jakaś szansa na te ciasteczka? - spytał nieśmiało, nie mogąc oderwać wzroku od dłoni pani Hudson, które sprawnie zdejmowały wypieki z blachy.
   - Nie jestem twoją gospodynią. - odparła pani Hudson stawiając przed nim cały talerz oraz kubek kawy. 
   - Mogę spytać co to za okazja, że upiekła pani ciasteczka? Zawsze je pani przecież kupowała... – powiedział wkładając do ust pierwsze ciastko.
  - Pani Turner z naprzeciwka robi spotkanie dla właścicielek domów i wypada coś przynieść. A że panna Miriam z sąsiedniej ulicy ma poważne problemy ze zdrowiem, to doszłam do wniosku, że domowe ciasteczka nie powinny jej zaszkodzić, prawda? 
   Watson w połowie wyjaśnień przestał jej słuchać, gdyż z góry dobiegły go dziwne, głuche łupnięcia. 
   - Co on tam robi? - mruknął pod nosem. 
  - Pewnie znowu szuka jakiejś książki i po prostu odrzuca te, które mu nie są potrzebne. - stwierdziła radośnie, jakby zachowanie Sherlocka było najzwyczajniej w świecie normalne.
   - A nie lepiej by było, jakby je odkładał na miejsce? Potem znowu będzie łaził po meblach marudząc, że po podłodze nie da się przejść. 
   - John, przecież to Sherlock. 
    Z piętra rozległ się głośny łomot. John zerwał się. 
   - Lepiej tam pójdę, zanim pan detektyw zwali nam sufit na głowę w ramach eksperymentu. 

                                                                               *** 

   Po wejściu do pokoju John mało nie oberwał czaszką po głowie. Sherlock stał pośrodku porozrzucanych kartek i książek, nerwowo rozglądając się i przebierając palcami. 
    - John, gdzie to jest? Potrzebuję teraz! 
   - Ale co? I co u diabła ciężkiego zrobiłeś z fotelem?! - rzucił spoglądając na mebel, który teraz połamany leżał w progu kuchni. 
    - Przeszkadzał mi w dostępie do półki. - rzucił niecierpliwie Sherlock. - Powiesz mi, gdzie my mamy Biblię czy nie? 
    - Biblię? - John oniemiał. 
   - Biblię! - Sherlock zirytował się. - Pismo Święte chrześcijan. Potrzebuję, a nie mogę znaleźć. 
    John spojrzał na niego niedowierzająco i wyjaśnił: 
    - Nie mamy od kiedy rzuciłeś nią w biednego proboszcza, który spytał cię czy wierzysz w Boga. 
    - Spytał mnie? - zdziwił się Sherlock. 
    - Aha. A ty wyliczyłeś mu w punktach wszystkie nielogiczne biblijne rzeczy, które według nauki nigdy nie miałyby prawa się zdarzyć...
    - No bo wszystko tam jest nielogiczne! - Sherlock wtrącił się, ale przyjaciel nadal kontynuował:  
   - ... a kiedy biedny ksiądz usiłował bronić swojej wiary, wściekłeś się i cisnąłeś w niego Biblią. Swoją drogą, to ciekawe... Biblię znasz na tyle, żeby wyłapywać nieścisłości i poprawiać ich, a nie wiesz, że Ziemia krąży wokół Słońca... 
    Sherlock jęknął. 
  - Nie zaczynaj znowu. Potrzebuję Biblii. Teraz! Zaraz! Natychmiast! - zaczął gorączkowo wymachiwać kartką. 
   - Co tam masz? - zainteresował się John, biorąc papier z ręki przyjaciela. 

"Szczęśliwi czasu nie liczą. 
 Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. 
Wuj Ben odszedł w swej wielkości." 

     - Sherlock... Przecież to nie Biblia! - popatrzył na Sherlocka, który zbaraniały zamarł w dziwnej pozycji. - Pierwsze dwa zdania to przysłowia, a to drugie brzmi jak z jakiegoś nekrologu. Skąd to masz? 
   - Znalazłem w środku gazety. Nie ma żadnych odcisków palców, plam, nie można wyczuć żadnego zapachu, poza zapachem drukarki laserowej. Standardowy papier, czcionka Arial, program Word. 
    - Skąd ty to... Aaaa, w sumie nieważne. - machnął ręką. - Wiesz, kto ci to przysłał? 
    - Powiedziałbym, że Moriarty, ale... 
    - Ale? 
    - To jest zbyt mało subtelne jak na niego. 
  - Mało? - żachnął się John. - Ostatni raz, kiedy chciał zwrócić twoją uwagę, to wysadził budynek naprzeciwko, porwał kilka osób i zabił piętnastu ludzi wraz z zakładniczką. A, i włamał się do piwnicy pani Hudson!  Jeżeli tamto określasz "subtelnością", to ja się cieszę z takiego "mało subtelnego" zwracania uwagi. A poza tym, kiedy ty ostatni raz spałeś? 
   Sherlock popatrzył na niego. 
   - Nie mam czasu na sen. Moriarty coś kombinuje, a ja się dowiem co. 
   - Ta, jasne. Ale wcześniej to na rzęsach się opierać będziesz. 
    Przerwało im pukanie. 
  - Puk, puk chłopcy! Jak znam Sherlocka, to do późna będziecie siedzieć. Przyniosłam wam herbaty. - powiedziała pani Hudson stawiając tacę na stoliczku. - Och Sherlocku, znowu taki bałagan zrobiłeś...
   Westchnęła. 
   - Bawcie się dobrze, ja idę spać, bo mi się oczy już zamykają. 
   - Dobranoc pani Hudson! - zawołał John. 
   Sherlock jednym haustem opróżnił swoją filiżankę, nalał sobie kolejną porcję i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
   - Sherlock, uspokój się. Mycroft ma oko na Moriarty'ego i natychmiast da ci znać, jeśli ten palcem w bucie kiwnie. Ta herbata dziwnie smakuje... - skonstatował odstawiając filiżankę. 
   Sherlock potarł palcami oczy. 
     - John... Czy ze zmęczenia może podłoga wirować? 
    - Może ale.. Ale nie nam obu na raz! Ja... Ja chyba... - John osunął się na oparcie fotela. 
   - John! - Sherlock zrobił krok w stronę nieprzytomnego przyjaciela i potknął się o własną stopę. - John ja... - nie dokończył i runął na ziemię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.