- Sherlock, znowu nie ma mleka. - John z irytacją zamknął lodówkę i odwrócił się do
zamyślonego współlokatora. Kolekcję ludzkich języków, które przed chwilą
ukazały się jego oczom, pozostawił bez komentarza. To tylko jeden z kolejnych eksperymentów
jego współlokatora.
Sherlock z zamyśleniem przesunął palcami po smyczku od skrzypiec, który trzymał w dłoni.
- Sherlock, mówię do ciebie! - John wrzasnął mu nad uchem nie doczekawszy się jakiejkolwiek reakcji.
Detektyw spojrzał na niego zaskoczony.
Detektyw spojrzał na niego zaskoczony.
- Myślałem, że wychodzisz. Nie byłeś przypadkiem umówiony z Mary?
- Wyszedłem cztery godziny temu. Właśnie wróciłem i nawet nie mogę sobie kawy zrobić, bo nie kupiłeś mleka. – w głosie wojskowego słychać było irytację.
- Mleko jest w lodówce – powiedział Sherlock, który
powoli odpływał myślami.
John przewrócił oczami.
- Skwaśniałe! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Brak reakcji.
- Okej. Super. Może pani Hudson będzie miała mleko.
***
- Eee, pani Hudson? - John poniewczasie uświadomił sobie, że godzina dziesiąta wieczorem to raczej dosyć późna pora do odwiedzin.
- John? Myślałam, że nie wrócisz do rana. - dobrodusznie uśmiechnięta kobieca twarz wychynęła z kuchni. - Potrzebujesz czegoś, mój drogi?
- Tak, ma pani może trochę mleka do kawy? Sherlock znowu...
- ... nie kupił mleka. - dokończyła za niego kobieta. - Wejdź, akurat woda dochodzi.
John wszedł do przytulnej kuchni, po której roznosił się wspaniały aromat ciasteczek.
- Jak tam remont? Pewnie nie możecie z Mary się doczekać, aż z powrotem będziecie mogli razem mieszkać, prawda?
- Remont idzie zgodnie z planem. Mary jest trochę zmęczona, bo Jessica u której mieszka, za bardzo lubi imprezy... Jest jakaś szansa na te ciasteczka? - spytał nieśmiało, nie mogąc oderwać wzroku od dłoni pani Hudson,
które sprawnie zdejmowały wypieki z blachy.
- Nie jestem twoją gospodynią. - odparła pani Hudson stawiając przed nim cały talerz oraz kubek kawy.
- Mogę spytać co to za okazja, że upiekła pani ciasteczka? Zawsze je pani przecież kupowała... – powiedział wkładając do ust pierwsze ciastko.
- Pani Turner z naprzeciwka robi spotkanie dla właścicielek domów i wypada coś przynieść. A że panna Miriam z sąsiedniej ulicy ma poważne problemy ze zdrowiem, to doszłam do wniosku, że domowe ciasteczka nie powinny jej zaszkodzić, prawda?
Watson w połowie wyjaśnień przestał jej słuchać, gdyż z góry dobiegły go dziwne, głuche łupnięcia.
- Co on tam robi? - mruknął pod nosem.
- Pewnie znowu szuka jakiejś książki i po prostu odrzuca te, które mu nie są potrzebne. - stwierdziła radośnie, jakby zachowanie Sherlocka było najzwyczajniej w świecie normalne.
- A nie lepiej by było, jakby je odkładał na miejsce? Potem znowu będzie łaził po meblach marudząc, że po podłodze nie da się przejść.
- John, przecież to Sherlock.
Z piętra rozległ się głośny łomot. John zerwał się.
- Lepiej tam pójdę, zanim pan detektyw zwali nam sufit na głowę w ramach eksperymentu.
***
Po wejściu do pokoju John mało nie oberwał czaszką po głowie. Sherlock stał pośrodku porozrzucanych kartek i książek, nerwowo rozglądając się i przebierając palcami.
- John, gdzie to jest? Potrzebuję teraz!
- Ale co? I co u diabła ciężkiego zrobiłeś z fotelem?! - rzucił spoglądając na mebel, który teraz połamany leżał w progu kuchni.
- Przeszkadzał mi w dostępie do półki. - rzucił niecierpliwie Sherlock. - Powiesz mi, gdzie my mamy Biblię czy nie?
- Biblię? - John oniemiał.
- Biblię! - Sherlock zirytował się. - Pismo Święte chrześcijan. Potrzebuję, a nie mogę znaleźć.
John spojrzał na niego niedowierzająco i wyjaśnił:
- Nie mamy od kiedy rzuciłeś nią w biednego proboszcza, który spytał cię czy wierzysz w Boga.
- Spytał mnie? - zdziwił się Sherlock.
- Aha. A ty wyliczyłeś mu w punktach wszystkie nielogiczne biblijne rzeczy,
które według nauki nigdy nie miałyby prawa się zdarzyć...
- No bo wszystko tam jest nielogiczne! - Sherlock wtrącił się, ale przyjaciel nadal kontynuował:
- ... a kiedy biedny ksiądz usiłował bronić swojej wiary, wściekłeś się i
cisnąłeś w niego Biblią. Swoją drogą, to ciekawe... Biblię znasz na tyle, żeby wyłapywać nieścisłości i poprawiać ich, a nie wiesz, że Ziemia krąży wokół Słońca...
Sherlock jęknął.
- Nie zaczynaj znowu. Potrzebuję Biblii. Teraz! Zaraz! Natychmiast! - zaczął gorączkowo wymachiwać kartką.
- Co tam masz? - zainteresował się John, biorąc papier z ręki przyjaciela.
"Szczęśliwi czasu nie liczą.
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.
Wuj Ben odszedł w swej wielkości."
- Sherlock... Przecież to nie Biblia! - popatrzył na Sherlocka, który zbaraniały zamarł w dziwnej pozycji. - Pierwsze dwa zdania to przysłowia, a to drugie brzmi jak z jakiegoś nekrologu. Skąd to masz?
- Znalazłem w środku gazety. Nie ma żadnych odcisków palców, plam, nie można wyczuć żadnego zapachu, poza zapachem drukarki laserowej. Standardowy papier, czcionka Arial, program Word.
- Skąd ty to... Aaaa, w sumie nieważne. - machnął ręką. - Wiesz, kto ci to przysłał?
- Powiedziałbym, że Moriarty, ale...
- Ale?
- To jest zbyt mało subtelne jak na niego.
- Mało? - żachnął się John. - Ostatni raz, kiedy chciał zwrócić twoją uwagę, to wysadził budynek naprzeciwko,
porwał kilka osób i zabił piętnastu ludzi wraz z zakładniczką. A, i włamał się
do piwnicy pani Hudson! Jeżeli tamto określasz "subtelnością", to ja się cieszę z takiego "mało subtelnego" zwracania uwagi. A poza tym, kiedy ty ostatni raz spałeś?
Sherlock popatrzył na niego.
- Nie mam czasu na sen. Moriarty coś kombinuje, a ja się dowiem co.
- Ta, jasne. Ale wcześniej to na rzęsach się opierać będziesz.
Przerwało im pukanie.
- Puk, puk chłopcy! Jak znam Sherlocka, to do późna będziecie siedzieć. Przyniosłam wam herbaty. - powiedziała pani Hudson stawiając tacę na stoliczku. - Och Sherlocku, znowu taki bałagan zrobiłeś...
Westchnęła.
- Bawcie się dobrze, ja idę spać, bo mi się oczy już zamykają.
- Dobranoc pani Hudson! - zawołał John.
Sherlock jednym haustem opróżnił swoją filiżankę, nalał sobie
kolejną porcję i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
- Sherlock, uspokój się. Mycroft ma oko na Moriarty'ego i natychmiast da ci znać, jeśli ten palcem w bucie kiwnie. Ta herbata dziwnie smakuje... - skonstatował odstawiając filiżankę.
Sherlock potarł palcami oczy.
- John... Czy ze zmęczenia może podłoga wirować?
- Może ale.. Ale nie nam obu na raz! Ja... Ja chyba... - John osunął się na oparcie fotela.
- John! - Sherlock zrobił krok w stronę nieprzytomnego przyjaciela i potknął się o własną stopę. - John ja... - nie dokończył i runął na ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.